„I w bólu będziesz rodziła”…

Pośród matek-Polek panuje niezłomne przekonanie o wyższości porodu naturalnego nad metodą cesarskiego cięcia. Przecież już w Biblii rozkazano nam „rodzić w bólu”, w związku z tym trzeba przecież podtrzymywać tę tradycję. Jednak rzeczywistość każe nam przewartościować te poglądy. Położnictwo w naszym kraju to już droga przez mękę sama w sobie, nie mówimy tu już nawet o bólach w jakich przynosimy na świat dziecko. Wystarczy pomyśleć o podejściu personelu medycznego do rodzącej kobiety, sztucznym przyspieszaniu akcji porodowej przez położnych i innych rażących aktach nieprzestrzegania standardów opieki okołoporodowej. Nic więc dziwnego, że coraz więcej kobiet pomimo społecznego ostracyzmu decyduje się na sectio caesarea czyli powszechnie znaną „cesarkę”.

Cesarskie cięcie wykonywano już w starożytnym Rzymie, nazwa pochodzi z przekonania że właśnie takim sposobem przyszedł na świat Juliusz Cezar. Niemniej jednak w tych czasach rozwój medycyny nie był na imponującym poziomie, cesarskie cięcie było więc ostatecznością- kobieta zazwyczaj niestety go nie przeżyła. Na szczęście dziś zdobycze nowoczesnej medycyny zapewniają bezpieczeństwo zarówno dziecku jak i matce.

Co druga kobieta rodząca dziecko dostaje znieczulenie- taka jest nasza średnia krajowa. Podkarpacie ma się jeszcze gorzej- tam, jedynie co trzecia kobieta dostąpi tego luksusu. Większość szpitali bardzo prozaicznie tłumaczy problem- nie jest w stanie zapewnić obecności anestezjologa. Być może właśnie dlatego w naszym kraju odsetek rodzących za pomocą cesarskiego cięcia jest tak wysoki. Według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia, liczba ciąż rozwiązywanych metodą „cesarki” nie powinna przekraczać 15%. W Polsce ten odsetek to aż 43%, a więc zdecydowanie przekraczamy światowe normy. Jeżeli jednak spośród opcji do wyboru mamy bolesny poród, lub bezpieczną i pozbawioną wysiłku alternatywę decyzja jest raczej jednoznaczna.
Ale czy rzeczywiście zwycięża u nas wygoda albo strach przed bólem? W Stanach Zjednoczonych co trzecia kobieta rodzi za pomocą caesarean section i nikt się tam na nie nie oburza, jest to odbierane raczej jako standard. Tam wygrywa troska o bezpieczeństwo malucha i jego mamy. Wśród polskich mam panuje przeświadczenie że rodzić naturalnie, a jeszcze lepiej bez znieczulenia jest najlepiej. Oczywiście jest to najbardziej przyrodzony sposób, nie znaczy to wcale, że jedyny. Dlaczego więc spotykamy się z pogardliwymi spojrzeniami, złośliwymi komentarzami, osądzaniem matek które wybierają poród z cesarskim cięciem?

Podjęcie tej decyzji zależy przecież wyłącznie od osoby na którą ma to bezpośredni wpływ, tj ciężarnej kobiety. Nie jest to tchórzostwo, egoistyczny strach, droga na skróty ale świadomy i niezależny wybór do którego każda z nas ma absolutne prawo.

Należałoby raczej na chłodno przekalkulować wszelkie za i przeciw, zamiast słuchać koleżanek z pracy, ciotek i sąsiadek, które zawsze wiedzą lepiej. Cesarka to nie wygodnictwo krzywdzące niemowlę, pozbawiające je szansy na uodpornienie się w czasie naturalnego rodzenia. Co prawda możliwe jest zakłócenie czy zaburzenie prawidłowego powstawania mechanizmów odpornościowych, niekiedy zwiększa się też ryzyko występowania astmy i pewnych typów cukrzycy. Ale tak jak działania niepożądane w przypadku leków, zdarzające się w rzeczywistości dość rzadko; są to tylko możliwe, ewentualne skutki. Dziecko przyniesione na świat dzięki cesarskiemu cięciu jest niemal zawsze równie zdrowe jak te z naturalnego porodu.
Chyba najprościej mówiąc, wystarczy wsłuchać się w siebie, swoje własne ciało i jego potrzeby. Nie dla każdej kobiety najlepszą opcją jest ta którą wybrała większość. Indywidualne poczucie bezpieczeństwa i komfortu gra tutaj największą rolę. Rodzić w zgodzie ze swym własnym ja jest tutaj na pierwszym miejscu.